Xbox One bez Kinecta? Microsoft przyznał, że nie wierzy we własny produkt - PolskiLive - Społeczność Xbox

Xbox One bez Kinecta? Microsoft przyznał, że nie wierzy we własny produkt


Blog

Co się stało z wielkimi słowami i powtarzanymi z ogromnym zacięciem formułkami o tym, że Xbox One od początku tworzone było jako spójne doświadczenie, którego częścią był, jest i będzie sensor Kinect? Wystarczyło jedno ogłoszenie i wielki projekt rewolucji sposobu, w jaki wchodzimy w interakcję z konsolą, padł. Ku radości graczy i niezadowoleniu deweloperów.

Dało się to wyczuć w słowach ludzi z branży, niechęci wydawania nowych gier na kontroler ruchu, apatii z jaką Microsoft traktował nowego Kinecta od wypuszczenia konsoli na rynek. Osobiście bardzo lubię kontroler ruchu sparowany z Xbox One, ale jeżeli mało czyje nastawienie do tej technologii udało się zmienić od premiery pierwszego Kinecta, to dlaczego świat powinien pokochać urządzenie teraz? Może i miałoby to miejsce, gdyby od początku były dostępne gry, serie minigier, programy, aplikacje i niesamowite możliwości sensora miałyby zastosowanie praktyczne? Tego się nie dowiemy, bo przez pierwsze pół roku Microsoft zdawał się omijać Kinecta, czego koronnym dowodem jest  późna premiera „Kinect Sports Rivals”.

Niesamowitość straciła na mocy stojąc w kolejce i przyćmiły ją bardziej tradycyjne priorytety: nowe „Call of Duty”, „Titanfall” i Twitch. Drugi plan pozostał drugim planem dla Kinecta i mimo wielkich słów wypowiedzianych podczas #XboxReveal, kontroler nie zyskał należytej uwagi. Ale my to przecież znamy, bo znacznie szerszy w założeniach projekt, którym były wstępne założenia sieciowej infrastruktury Xbox One, poleciał do piachu tylko dlatego, że internet rozeźlił się w związku z planami uformowanymi przez inżynierów z Redmond. I chociaż skala sprawy z Kinectem nie jest tak ogromna, to przekaz jest jasny: Microsoft nadal nie wie, co dokładnie chce osiągnąć w nowej generacji i że firmie brakuje konsekwencji w egzekwowaniu własnych założeń.

Producent konsoli zakomunikował swoją decyzję jako oddanie graczom większej mocy decyzyjnej przy zakupie konsoli. Szkoda, że jednocześnie przerażająco mocno skomplikował proces decyzyjny nie tylko przy poszukiwaniu sensu tworzenia gier z myślą o Kinekcie, ale integrowania „zwykłych” gier z sensorem. To oznacza mniejsze wsparcie sprzętu tytułami, których potrzebuje. W perspektywie czasu całość może przejść w marginalizację dodatkowego urządzenia jako bajeru służącego do obsługi głosowej.

Z drugiej strony, to wcale nie mysi być takie złe, jeżeli zastanowimy się nad tym chwilę. Teraz, kiedy Kinect będzie oddzielnym produktem, ktokolwiek, kto będzie chciał stworzyć grę pod kontroler, będzie musiał się naprawdę mocno postarać, aby się sprzedała, a sam Microsoft będzie musiał zwielokrotnić starania w tworzeniu chęci zakupu urządzenia, aby nie zalegało na półkach. To oznacza lepsze, bardziej dopracowane gry – przynajmniej w teorii. Jeżeli nie skończy się na ciężkim marketingu ze słabymi, tworzonymi po łebkach produkcjami, to wszystkim wyjdzie to na dobre.

Także wszystkie teoretycznie ułatwiające korzystanie z konsoli bajery mogą zyskać na sytuacji. Jeżeli kontroler w końcu zostanie obudowany innowacyjnymi rozwiązaniami, to osoby posiadające Xbox One będą pragnęły go mieć. Korzystanie z Bing i nawigacja po Dashboardzie to niestety za mało, żeby przyciągnąć uwagę klientów.

A jeżeli o system chodzi: zastanawialiście się, co z tak fajnymi funkcjami, jak łapanie 30-sekundowych klipów za pomocą komendy „Xbox, record that!”? Albo z odczytywaniem kodów QR? Czy też w końcu ze Skypem, którego użyteczność bez Kinecta spada co najmniej o 90%? To tematy zabite tuż po narodzinach, jeszcze nim zaczęły dostawać skrzydeł.

Rozumiem doskonale, że Microsoft to korporacja, w której tabelki w Excelu muszą się zgadzać, a jak się nie zgadzają, to pod nóż idą najbardziej ryzykowne i najmniej rentowne pomysły, a wdrażane są koncepcje najszybciej podbijające sprzedaż. Firma potrzebuje lepiej wyglądających statystyk sprzedażowych na wczoraj, a tańsza o sto dolarów konsola bez osobistego szpiega i (przynajmniej dla wielu) zbędny gadżet sprawią, że Xbox One będzie się lepiej sprzedawał. Wypijmy za to!

Na zakończenie powiedzmy sobie szczerze: Microsoft dał ciała, zarówno za sprawą ogłoszenia braku obowiązku posiadania Kinecta, jak i trwającą od premiery, niekończącą się serią nieszczęść w postaci słabych bądź nieobecnych nadal na rynku gier. I choć Xbox One nadal różni wiele od konkurencji, to nowa polityka względem kontrolera ruchu niebezpiecznie zmniejszyła jego unikalność.

Podziel się wpisem!

Zbigniew Borowski

Od 6 lat zajmuję się blogowaniem o grach i marce Xbox. Prywatnie zagrywam się w Gears of War 4 i Rock Band 4. Zawodowo pracuję w branży kreatywnej jako specjalista ds. mediów społecznościowych. Wielki fan mobilnej fotografii.

Obserwuj autora: