Do San Escobar i z powrotem w becie Wildlands - PolskiLive - Społeczność Xbox

Do San Escobar i z powrotem w becie Wildlands

Piotr Szychowski
Blog

Od zeszłego piątku, przez cztery dni, grupka szaleńców wybrańców dzielnie zwalczała kartele narkotykowe w Ghost Recon Wildlands podczas testów przeprowadzanych w ramach zamkniętej bety gry.

 

Będąc oficjalnym korespondentem wojennym Xbox Polska poleciałem i ja. Ba, wciągnąłem nawet w wir walki kilku śmiałków, którzy upolowali kody dostępu podczas mojej sobotniej transmisji. Niestety, operator kamery poległ w służbie konsolowej braci, więc resztę materiałów zmuszony byłem udostępniać poprzez swój Twitter (co na pewno zauważycie, przeglądając ten wpis).

Ale po kolei. Przede wszystkim musicie wiedzieć, że skąpane w słońcu, posypane solą i kokainą boliwijskie ziemie (tak, boliwijskie – z tym San Escobar w tytule artykułu to taki żart, przez chwilę popularny w internetach. Haha.) były moją wymarzoną wycieczką opłacaną przez biuro podróży Ubisoft, w zasadzie od czasów wizyty w South Park, w stanie Kolorado. Nie mówię, że nie podobały mi się wyjazdy do Nowego Jorku (The Division), czy San Francisco (Watch Dogs 2), ale to właśnie Boliwia rozpalała moje zmysły, począwszy od E3 2015.

Beta pozwoliła na sprawdzenie zaledwie wycinka całości (co dociekliwsi twierdzą, że udostępnione misje dało zaliczyć się w około 4 godziny), ale mnie ten fragment w zupełności wystarczył. Przekonał mnie też do jednego – nie zamierzam podchodzić do Wildlands w pojedynkę. Podobny błąd zrobiłem w The Division* (choć nie do końca nazywam to błędem) i grając samotnie po skończeniu misji fabularnych odłożyłem grę na cyfrową półkę. A Ghost Recon aż krzyczy, żeby bawić się nim ze znajomymi. Jasne, samemu będzie się grało nieźle, ale połowa mechanik oraz taktycznej zabawy nie zostanie użyta lub użyta sporadycznie, co znacząco odbije się na „miodności” produkcji.

Druga kwestia to ubisoftowe podejście do sandboksów. Praktycznie pewnym jest, że dostaniemy ogromną mapę zawaloną nikomu niepotrzebnymi punktami i znajdźkami (choć po cichu naiwnie liczę na różnorodne misje poboczne). I teraz od nas zależy, czy będziemy chcieli robić z tego bezsensowny i nudny grind połączony z dość toporną mechaniką wydawania komend (nie wiem czy tylko mi, ale to koło rozkazów jakoś niedomagało, jeśli chodzi o responsywność), czy wręcz przeciwnie – każdy, nawet najmniej znaczący posterunek na mapie będziemy „rolplejowo” przejmować z grupą znajomych, wcielając się w prawdziwe Duchy, wisząc na headsetach, połączeni przez Xbox LIVE. Odpowiedź wydaje się oczywista.

Co do walorów estetycznych Ghost Recon Wildlands trzyma bardzo przyzwoity poziom. Jasne, internet już huczy na temat „downgrade’u”, ale mnie najbardziej cieszy dbałość o szczegóły oraz przywiązanie do detali. Widać, że producenci chcą maksymalnie uwiarygodnić świat, po którym będziemy się poruszać i mnie ten świat totalnie przekonuje. A skoro o poruszaniu mowa to całkiem nieźle prowadziło mi się pojazdy, zarówno te naziemne, jak i latające. Jest to dość ważne, bo dostępne środki transportu mocno wpływają na swobodę wykonywania zadań: szturm na bazę nieprzyjaciela SUVem? Proszę bardzo. Zmasowany atak z powietrza? Dlaczego nie. Każdy znajdzie coś dla siebie.

Czy czekam na premierę? Absolutnie. Beta miała swoje błędy, grzeszki i uproszczenia, lecz to nic, czego nie załatwią Patche Dnia Pierwszego i kolejne łatki. Ale wyznam w sekrecie, że do Wildlands byłem przekonany jeszcze przed betą, kiedy to twórcy udostępnili w sieci materiał wideo, gdzie przechodzą przykładową misję w czteroosobowej kooperacji. Pal licho, że robią to w sposób idealnie zsynchronizowany, całkowicie w trybie stealth i prawdopodobnie nagrywali to kilkadziesiąt razy, zanim wyszedł im „perfect run”. Powiem wam tylko jedno – jeśli uda mi się chociaż jedną misję przejść w ten sposób z trójką znajomych… znaczy, że gra jest warta swoich pieniędzy.

 

 

*- obiecuję, że to jedyne porównanie do The Division w tym tekście. Generalnie uważam Dywizję oraz nowe Duchy za KOMPLETNIE różne gry, gdzie pierwsza to mix Destiny i Diablo, zaś druga to coopowy Splinter Cell/MGS: Phantom Pain.

 

Podziel się wpisem!

Piotr Szychowski

Piotr Szychowski

Patentowany leń, dyplomowany inżynier (jeśli kiedykolwiek skończy studia), gracz od dziecka i oddany fan Xboxa. Prowadzę program XY Xbox Polska, a w wolnych chwilach streamuję i nadrabiam zaległości z Kupki Wstydu. Gamertag: Szyszkoo

Obserwuj autora:

  • Marcin Serkies

    A jak wrażenia z AI przeciwników?

    • Piotr Szychowski

      Generalnie przeciwnicy byli dużo skuteczniejsi, niż moi towarzysze 😀

  • Bartłomiej Cyrny

    Ciekawa gra…